czwartek, 11 listopada 2010

Jakich dziś potrzebujemy wzorów do naśladowania?

Gdy słyszymy słowo "święty", najczęściej mamy przed oczami obraz jakiegoś pustelnika, mnicha lub ascety w stylu św. Franciszka rozmawiającego ze zwierzętami czy św. Aleksego prowadzącego z wyboru życie żebraka.

W niczym im nie ujmując, bo z pewnością ich życie było pełne heroizmu, trzeba jednak przyznać, że jest to ideał życia całkowicie oderwany od tego, czym żyje współczesny świecki człowiek. Prościej mówiąc: to z
pewnością wzrusza, ale nie pociąga, bo niby jak mielibyśmy dziś np. św. Aleksego naśladować... To całkiem oderwane od współczesnej rzeczywistości.

Zdecydowanie brakuje nam skojarzeń świętych z ludźmi silnymi, pełnymi odwagi i żyjącymi normalnym życiem... Świętych jako konkretnych wzorów do naśladowania, takich, którzy prawdziwie swoimi postawami pociągają.

Uczciwie trzeba przyznać, że nasza wyobraźnia popełnia jednak błąd. Historia chrześcijaństwa zna bowiem wielu właśnie takich świętych, lecz z nieznanych mi względów są zwykle mniej znani od np. pustelników czy
zakonników.

Ostatnio wpadła mi w ręce powieść opowiadająca losy św. Wiktora z Xanten o tytule:
,,Nie złożę ofiary cesarzowi"

Według autorki opisującej jego losy był on rzymskim żołnierzem, dowódcą kohorty pretorianów, osobistej straży cezara Juliana Apostaty.

Nieznającym zbyt dobrze historii Kościoła warto wspomnieć, że Julian Apostata był ostatnim rzymskim cesarzem, który już w chrześcijańskim imperium rzymskim chciał powrotu wielobóstwa i religii pogańskich. Stąd jego przydomek oznaczający "odstępcę".

Wiktor był  przede wszystkim znakomitym żołnierzem, doskonałym dowódcą zasłużonym nie pochodzeniem czy majątkiem rodzinnym, ale własnymi zasługami w wielu bitwach. Był w pełni oddany sercem swoim obowiązkom wobec Cezara i Rzymu, ale jednocześnie do końca wierny Chrystusowi.

Na skutek niezwykłych względów okazywanych przez Juliana Apostatę pogaństwu doszło do konfliktu z Wiktorem, który odmówił (a razem z nim cała kohorta złożona z ponad 300 żołnierzy) modlitw i ofiar dla obcych bóstw. Początkowo mimo różnic Julian przyjmuje wyjaśnienia Wiktora, zważając na fakt, że to jeden z najlepszych jego dowódców. Z czasem jednak Cezar coraz mocniej pogrąża się w nienawiści wobec chrześcijan, a Wiktor zostaje uwięziony razem z kohortą w dalekiej Germanii. Tam ponosi śmierć męczeńską (a z nim 330 jego żołnierzy) na skutek intryg cesarskiego urzędnika.

Wydaje mi się, że przede wszystkim właśnie takich przykładów jak św. Wiktor dziś potrzebujemy. Oto bowiem mamy wzór człowieka godnego naśladowania, zarówno od strony czysto ludzkiej, jak i postawy duchowej. Myśl o nim po lekturze tej książki dodaje sił do zwyczajnej pracy, budowania relacji z ludźmi.
Powieść jest lekka i naprawdę wciąga. Jest z pewnością znakomitą formą dobrego odpoczynku. Jednocześnie jednak odgrywa ważną rolę wychowawczą czy motywacyjną - czytanie o takich ludziach zwyczajnie dodaje sił do codziennych zmagań.

Uczciwie przyznam, że ma jednak jedną wadę, która na początku przeszkadza: jest napisana w czasie teraźniejszym. Odrobinę zabawnie brzmią więc zdania "Julian drży wystraszony" albo "Ammianus mlaska
językiem". Pisanie powieści w czasie przeszłym jest chyba jednak konwencją, której nie warto było łamać. Po kilkunastu minutach lektury człowiek się jednak przyzwyczaja i nie zwraca już na to uwagi.

"Nie złożę ofiary cesarzowi" jest książką ważną jeszcze z dwóch względów.

Po pierwsze, wyraźnie stawia bardzo ważne pytanie: gdzie tkwi granica posłuszeństwa wobec władzy?
A po drugie, ma ogromną wartość apologetyczną. Dialogi Wiktora z cesarzem, urzędnikami czy innymi żołnierzami mogą być dla każdego z nas szkołą tego, jak chrześcijaństwa w zwyczajnych rozmowach bronić. A tej umiejętności często nam brakuje.

Podsumowując wrażenia z lektury tej książki jednym zdaniem: polecam, bo takie książki sprawiają, że człowiek staje się lepszym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz